Specjaliści od minionych wieków - Bielsko-Biała
Leżał ukryty przed światem głęboko w ziemi. Należał najprawdopodobniej do bogatej mieszczanki i jest wyjątkowo misternie wykonany. Widać kunszt złotnika. Choć to nie przepych stanowi o jego wyjątkowości.
Złoty pierścionek wykopany w trakcie prac archeologicznych przy ulicy Schodowej, w okolicy dawnego lokalu "Basztowa", budzi emocje i kolejne pytania. Ci, którzy go wykopali, poznali datę jego powstania dzięki konsultacjom ze specjalistami w dziedzinie dawnego złotnictwa. Dla pewności został artefakt wysłany do Krakowa, aby potwierdzić, że został odlany w XVI wieku i jest dowodem na to, że Bielsko wówczas było zamieszkane przez bogatych mieszczan. Dziś można go zobaczyć w Muzeum Historycznym na Zamku książąt Sułkowskich. Bożena i Bogusław Chorążowie, którzy są archeologami, potrafią z jednego odnalezionego fragmentu wyczytać całą opowieść o tym, co przeminęło.
Wielu z nas w dzieciństwie chciało zostać archeologiem. Być jak Indiana Jones z filmu "W poszukiwaniu zaginionej Arki". Odkrywać to, co nieznane i ukryte przed wzrokiem współczesnych. Wyjeżdżać w dalekie podróże, aby odnaleźć skarby ukryte w ziemi. Marzenia o przygodach w zakurzonym kapeluszu, torbie wypełnionej artefaktami, zacierały się powoli wraz z nadejściem dorosłości. Od czasu do czasu dają o sobie znać. W trakcie projekcji filmowych, czytania książek czy wizyty w muzeum. Takim jak to w Bielsku-Białej.
- Tak naprawdę praca archeologa ma w sobie nieco mniej romantyzmu. Daleko nam do poszukiwaczy przygód. To ciężka, fizyczna praca. Czasami jesteśmy bardziej inżynierami i logistykami – mówią Bożena i Bogusław Chorążowie, którzy są archeologami na stałe związanymi z Muzeum Historycznym na Zamku Książąt Sułkowskich. Można ich odnaleźć w Dziale Archeologicznym, który tworzą dwa pomieszczenia. Jedno z biurkami, oknami wychodzącymi na ulicę Wzgórze, a drugie stanowiące skarbnicę wiedzy o historii regionu, ale nie tylko. W ręcznie przesuwanych szafach, skrupulatnie opisanych półkach, można odnaleźć relikty z przeszłości. Od ozdobnej szpilki z mosiądzu sprzed setek lat przez kafle, które zostały odnalezione w trakcie prac archeologicznych w kamienicy przy ulicy Wzgórze 14, a skończywszy na prekolumbijskim ostrzu obsydianowym, które zostało odkopane przy niwelacji terenu pod szyby naftowe w Meksyku. Ofiarował go muzeum w 1958 roku bielszczanin o nazwisku Zając.
- Czasami artefakt, który nam się wydał nieistotny, może za kilkanaście lat lub dekad zyskać na wartości historycznej. Może dać inne spojrzenie. Dlatego wszystko dokładnie opisujemy i katalogujemy.
Poszukują skarbów od kilku dekad. To jednak nie klejnoty czy drogie kamienie są dla nich najcenniejsze, a garść skorup odnalezionych na jednym ze stanowisk archeologicznych w regionie. Dopiero oni nadają im nowe życie i wypełniają treścią.
- Tu nawet nie chodzi o wydobycie przedmiotu w trakcie wykopalisk. Najważniejszy jest kontekst. Z położenia artefaktu można wyczytać, co tak naprawdę się działo w danym okresie. To daje nam nowe światło na historię – tłumaczy Bogusław Chorąży.
Tak było z kaflami odnalezionymi w kamienicy przy ulicy Wzgórze 14, które zostały zrekonstruowane i czekają na prezentację.
- Pochodzą z XVI, a nawet XV wieku. Mają oryginalne wzory, ich wykonawstwo prezentuje wysoki poziom. Dzięki nim można powiedzieć, że dawni Bielszczanie mieli zamiłowanie do piękna i byli majętni – dodaje Bożena Chorąży.
Prowadzili prace wykopaliskowe na bielskim Rynku. Tak, to oni widzieli w pełnej krasie studnię czy budynek wagi. To państwo Chorążowie rozkopali dziedziniec zamkowy, gdzie odkryli szereg artefaktów, a także bywają obecni w miejscach, gdzie toczą się prace remontowe, a gdzie istnieje przypuszczenie odnalezienia cennych, z punktu widzenia historii, przedmiotów. Byli więc i w kościele pod wezwaniem św. Stanisława w Starym Bielsku, jak również w wielu kamienicach na terenie bielskiej starówki. Ich praca to jednak nie tylko czas średniowiecza, renesansu i wieków późniejszych.
- Specjalizujemy się w czasach prehistorycznych. Prowadzimy prace badawcze na Żywiecczyźnie, Śląsku Cieszyńskim. Rejon, w którym mieszkamy, zawsze był istotny i dochodziło tu do spotkań różnych kultur. Miał strategiczne znaczenie w Europie – tłumaczą badacze. Po czym dodają, że świat prehistoryczny nie oznaczał jedynie nudnego, wioskowego życia.
– Wiemy, że ówcześni ludzie zajmowali rozległe tereny. Odnajdujemy ślady obozowisk, dawne narzędzia, naczynia. Dzięki pracom wiemy, że utrzymywali kontakty z rozległymi obszarami Europy. Byli głównie rolnikami, choć w ich karcie dań można było odnaleźć zapewne czosnek niedźwiedzi, liście poziomki, z których zaparzali herbatę, owoce, orzechy. Z żołędzi robili mąkę. W tamtych czasach nie wystarczało ciężko pracować na roli i hodować zwierzęta, trzeba było być również zbieraczem i sprawnym łowcą.
Praca archeologa w muzeum to czasami żmudna, pozbawiona adrenaliny praca. To nie tylko badania wykopaliskowe, czyli praca w terenie z łopatą i miotełką do omiatania historycznego kurzu, które trzeba przygotować pod względem logistycznym i ekonomicznym. To także działalność naukowa, z którą później zapoznają się badacze. To również prace związane ze zbiorami. Ich digitalizacją. Bożena i Bogusław Chorążowie przygotowują także wystawy, prowadzą wykłady, lekcje muzealne, szkolne warsztaty.
- Czujemy się odkrywcami dawnych światów. Przywracamy zapomniane społeczności do życia – mówią zgodnie. - W pracy zawsze zadajemy sobie pytanie o kontekst. Na przykład - Kto to nosił? Dzięki temu człowiek, który do tej pory pozostawał bezimienny, na nowo jest zapisany na kartach dziejów. Nikt by o nim nie wiedział, a tak staje się nam bliższy – tłumaczą. - Odkrywamy zwykle dwa światy. Idei i utylitarny. Ten od pięknych kafli i ten od skorupy naczynia. Oba ważne i ciekawe.
Fot: Zamki w Polsce
Komentarze
Prześlij komentarz